Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Życzenie, którego nie da się już spełnić

Oto paragon z błędem oraz życzeniem, którego nie da się już spełnić.


Do tego sklepu nie da się już przyjść. Uniwersam Grochów jest właśnie rozbierany, w tym miejscu stanie w przyszłości apartamentowiec. Sklep był tylko troszkę ode mnie młodszy.

niedziela, 28 czerwca 2015

To naprawdę ona

Youtube to bardzo dobry wynalazek. Dzięki temu serwisowi można obejrzeć relacje ze zdarzeń, w których nigdy bym nie wziął udziału. Wśród nich była na przykład dyskoteka na Łużnikach organizowana przez rosyjskie Awtoradio. Nie zamierzam się wybierać do Rosji mimo to, że język rosyjski nie jest mi całkiem obcy. W zamian za to oglądam sobie wideo z tej sylwestrowej dyskoteki, profesjonalnie zrobione, bardzo dobry dźwięk.
Podłączyłem komputer do wzmacniacza i słucham sobie oraz ukradkiem oglądam. Nagle znajoma twarz - to oni znaleźli dublerkę dla C.C.Catch i podłożyli głos? Nie!!! to autentyczna C.C.Catch. Fakt, trochę się zestarzała ale nadal show robi na poziomie. Oglądam dalej a tam połowa duetu Bad Boys Blue (ktoś to jeszcze pamięta? Ja to na dyskotekach puszczałem dawno temu...) - połowa bo Trevor Taylor zmarł na serce w 2008r.
Tak na marginesie - dla mnie youtube zawsze występuje razem z narzędziami do nagrywania strumienia - bo najlepsze filmy szybko wylatują z tubki i trzeba je zagrać na dysk.
Kolekcja rośnie. Będę miał co oglądać, gdy wszystkie podobne klipy poznikają z youtube'a na mocy jakiegoś głupiego porozumienia pijawek i zostanie jedynie payola znana z polskich stacji radiowych.

sobota, 17 stycznia 2015

Dawna piwnica

Byłem dziś w miejscu, w którym kiedyś spędziłem dużo czasu. Zajrzałem do pewnej piwnicy, gdzie dawno temu miałem swój warsztat elektroniczny. Pod zwałami starych desek znalazłem wszystko, co kiedyś mi tam służyło - lampowy oscyloskop dwustrumieniowy
Niestety już dawno niesprawny, nie miałem czasu już go później naprawiać.
Był też transformator separacyjny, bardzo ważny przy naprawie lampowych i lampowo-tranzystorowych telewizorów dawno temu, obok niego jeden z cenniejszych przyrządów - mój pierwszy multimetr cyfrowy.
Stoi tam generator sygnałowy i mikrowoltomierz selektywny, nad nim koder sterego. Był taki czas, że przy okazji przestrajania odbiorników, stroiłem ludziom odbiorniki radiowe (od Amatora do Radmora). Bez tych przyrządów zestrojenie głowicy UKF oraz dekodera stereo było praktycznie niemożliwe.
Była też precyzyjna wiertarka, sporo książek, moje notatki.

Gdy pisałem rozdział książki o radiooficerach, jeden z nich opowiedział mi o bliskiej łez nostalgii, jaką doznał kiedyś, gdy podczas porządkowania strychu napotkał swoją starą walizkę kupioną w hotelu "Przyjaźń" w Szanghaju. W środku tej walizki znalazł swoje notatki, schematy i opisy napraw nadajników i odbiorników. Nie bardzo wiedziałem o co mu chodziło, bo trudno mi było sobie to uczucie wyobrazić.

Dziś go zrozumiałem.

To już przeszłość, zabrałem ze sobą tylko kilka artefaktów. Kilka rdzeni, polskie układy scalone Unitra CEMI (w tym miejscu jest teraz Galeria Mokotów). Trochę detali. Miernik mocy, który pozostał mi po konstrukcji wzmacniacza.
Zamknąłem za sobą te drzwi dawno temu.

sobota, 4 października 2014

Nostalgia

Gdy lecę nad Atlantykiem (ostatnio zdarza mi się to jednak coraz rzadziej), zastanawiam się jak to było dawniej. Wtedy, gdy jedynym sposobem, by dostać się do Ameryki był rejs statkiem. Wtedy na oceanie tych statków musiało być dużo, była olbrzymia flota brytyjska, francuska, amerykańska...  Był polski Batory wybudowany w holenderskiej stoczni. Ponad osiem dni rejsu na wschodnie wybrzeże USA, a potem do Montrealu. Dziś - osiem godzin lotu, a bywało o wiele szybciej, gdy jeszcze latał naddźwiękowy Concorde.
Zanim jednak do tego doszło, po Atlantyku królowały liniowce, nad nimi niewidoczne fale radiowe podróżowały w jonosferze, niosąc wiadomości do i ze statków. Dziś liniowce zostały tylko we wspomnieniach. Dystans z Warszawy do Nowego Jorku pokonuje się w mniej niż 10 godzin - mniej, niż wtedy zajęło Batoremu dopłynięcie z Gdyni do cieśnin duńskich.
Takich statków już nie ma,  podróżujemy zupełnie inaczej.

A wszystko przez jedną rzecz.  Przez jeden samolot -  Boeing 747,  który sprawił, że podróż samolotem okazała się nie tylko szybsza ale i tańsza od rejsu statkiem.
Taki sam samolot, jak ten, którym lecę. Jestem nad Grenlandią, niedaleko stolicy, którą jest Nuuk, miasto o liczebności zbliżonej do Skarżyska-Kamiennej. Prędkość względem ziemi to 933 km/h, wysokość 34040 stóp czyli około 10,3km. Lądowanie w San Francisco za osiem godzin.

W kabinie niestety nie ma łóżka, nie mogę się wygodnie przespać. Lecę klasą ekonomiczną. To jest ta cena, którą się płaci za to, że podróże są tańsze i dostępne.
Na pokładzie jest kino, w którym wyświetlają filmy. Na pokładzie jest lokalna stacja radiowa,  która nadaje 10 kanałów muzycznych.
Na pokładzie jest mini kuchnia, która wydaje obiady dla tych prawie 400 osób. Niestety jedzenie jest kiepskie, ale to znak czasów.
Na pokładzie jest radiotelefon satelitarny,  koszt rozmowy z pokładu do Polski wynosi 10 dolarów za minutę. Uwzględniając inflację, jest to z grubsza tyle samo, co kosztowało połączenie przez radio z pokładu Batorego.
Na pokładzie jest sklep wolnocłowy, różnica w cenie jest podobna jak kiedyś. Na pokładzie jest prawdziwa mieszanina ludzi. Tak, jak na statku.
Na pokładzie nie ma jednak tego, co było kiedyś, a czego nigdy nie udało mi się zobaczyć...

A tss Stefan Batory (znak wywoławczy SPYM) był ostatnim liniowcem na świecie utrzymującym rozkładowe rejsy z Europy do Ameryki Północnej. 

Załoga samolotu, którym lecę twierdzi, że niebawem linie United wycofają ze służby tego starego Jumbo Jeta. Na jego miejsce wejdą dwa nowe Dreamlinery, takie same, jak te, które latają w polskich liniach LOT.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Przestroga z przeszłości

Był rok 1968... A po nim 1972... Na kilku kolejnych festiwalach swoje triumfy święciła piosenka o dwóch wieżowcach. Oto ona - Les gratte-ciel, Salvatore Adamo.
Dlaczego ją teraz wspominam? Z racji na tekst. Niestety przez tyle lat nie mogłem go zrozumieć - nie mówię po francusku.



Oto najczarniejsza historia w pamięci Amerykanów od czasów sporu Kaina z Ablem.

Pewnego dnia dwa wieżowce z nudy rozpoczęły wojnę. Grały ją tak dobrze, że zapomniały o tym, by się śmiać. Grały ją tak dobrze, że nie było widać, że jeden z nich ma czarną skórę. Żółtoskórego wykluczono, bo byłby zbyt dobry.
Zaciekłość sprawiła, że między nimi była tylko otchłań.

Była i śmierć, i chwała. Były i siła, i wiktoria. Było zwycięstwo i demencja. Pokonaliśmy niebo.

Z nosem w niebie, radowały się z sukcesów, a niebo cierpliwie ignorowało zniewagi.

Przyszedł czas, gdy prawda zwyciężyła. Na wieżowce spadł deszcz gwiazd. Wieżowce pijane whisky, pijane aż zapomniały o wszystkim, piły do upadku. Upadły, drapiąc ziemię. Pluły krwią, trucizną, zębami, złotem i srebrem. Krwią żywych i zmarłych.

Widziały barwy zwycięstwa, słońce nicości, a potem już tylko wielką, ziejącą dziurę...


To nie jest piosenka na temat 11 września 2001r. Powstała latem 1968r. gdy Salvatore Adamo był w Nowym Jorku i zwiedzał Manhattan. Trwała tam właśnie budowa World Trade Center, dwa wieżowce miały być najwyższymi budynkami na świecie. Tytuł ten zachowały przez dwa lata, gdy w 1974r. zdetronizował je maszt nadajnika pierwszego programu Polskiego Radia w Konstantynowie.
Który również upadł.

wtorek, 3 grudnia 2013

Coś z przeszłości

Za górami, za lasami... w Bułgarii w Słonecznym Brzegu odbywał się festiwal Złoty Orfeusz. W 1972r. jedną z nagród zdobyła Zdzisława Sośnicka. Podczas tego festiwalu o wiele ciekawszy był jednak recital Salvatore Adamo. Z tego recitalu powstała płyta, która towarzyszyła mi od wczesnego dzieciństwa. Nigdy jednak nie spodziewałem się, że będę mógł obejrzeć ten koncert na wideo. Nie miałem szans zobaczyć go na żywo, chociaż wiem, że festiwal mógł być transmitowany w polskiej telewizji.
Życie jest przewrotne - komuś udało się wyciągnąć z przepastnych archiwów nagranie i... oto ono jest. Nagranie za pomocą telekina, bo magnetowidów w krajach bloku wschodniego na początku lat siedemdziesiątych prawie w ogóle nie było. Pierwszym polskim filmem zrealizowanym przy pomocy magnetowidu, bez pośrednictwa taśmy filmowej był "5 dni z życia emeryta", nakręcony w 1984r.



Po kilku godzinach pracy w kdenlive podłożyłem dźwięk z czarnej płyty (do dziś ma świetną jakość), pracowicie ustawiając "kłapy" do muzyki, ale ze względu na politykę Google i Youtube nie zamierzam tego publikować.
Płytę DVD dostanie moja mama, która ucieszyła się z tego tak samo, jak ja.
Jest to najlepsze wykonanie utworów Salvatore Adamo, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Dyrygent i aranżer - Dragomir Draganow (Драгомир Драганов), scenariusz Dymitr Stojanowicz (Димитр Стоянович), reżyser dźwięku Płamien Kacarski (Пламен Кацарски). Skąd wiem? Bo w ostatnim odcinku wystawionym na tubkę są napisy końcowe po bułgarsku.

środa, 6 listopada 2013

Taka mało znana piosenka

Słucham głównie dwóch stacji radiowych, jedną z nich jest warszawski VOX FM, drugą (częściej) jest niemieckie RTL Radio. Oto jedna z fajniejszych piosenek z playlisty RTLu - Bruce Springsteen, Janey don't you lose your heart. Była na winylowym singlu, miło ją słyszeć po tylu latach ponownie.
Tutaj Bruce śpiewa na koncercie w Los Angeles w 1985r. Nagranie z kasety VHS:

Niestety nie jest najlepsze technicznie, ma również przykre artefakty z kompresji dźwięku, ale atmosfera tego koncertu jest zaiste niesamowita. Niestety podczas jedynego koncertu Bruce'a, na którym byłem, nie było tej piosenki.

Miłośnikom gry na gitarze (klawiszach) podrzucam co następuje:
main:
A,E
cism,A
H,A (2x)
Ref.
E,A,E
H,E
a więcej można znaleźć tu. Ktoś nawet zrobił świetny styl do aranżera Solton-Ketron MS50. Wiem, bo mam.

poniedziałek, 20 maja 2013

Marek Jackowski...

Wczoraj zmarł Marek Jackowski, dziś był cichy pogrzeb, na którym oprócz żony i córek był także jego syn z małżeństwa z Korą. Marek zmarł na bardzo rozległy zawał serca. Wszyscy teraz będą do upojenia się zachwycać oprócz błękitnego nieba, ale dla mnie numerem jeden jest słodki uśmiech twój (fantastyczna piosenka o miłości). Na drugim miejscu anioł który nas prowadzi i już nowy jest dzień. Oto ta piosenka Niestety klip nigdy nie powstał, a sama płyta No1 wydana była najpierw na kasecie (mam oryginał). Slajdy takie sobie, ale niech będą, lepsze to, niż nic. Marek tyle dobrej muzyki skomponował, praktycznie większość hitów Maanamu to jego utwory. Szkoda, że nie udało mu się dokończyć projektu Goodboys. Mieszkał pod Neapolem i doskonale znał to miasto. Byłem w tej samej kawiarni, o której opowiadał w wywiadach. Kora oczywiście wydała z siebie jakieś smętne teksty na temat Marka, ale jakoś sama nie chciała się pofatygować, bo podobno biletów nie było. Podpowiedziałbym - Lufthansa przez Monachium, były jeszcze miejsca w ekonomicznej jeśli emerytce polskiego rocka brakuje kasy na biznes. Nie pytajcie skąd wiem o tych biletach. Do tego to zdarzenie podczas koncertu, by pozbyć się Marka z zespołu. Ech, sodówka do głowy uderzyła i tyle.

piątek, 26 kwietnia 2013

Gwiazdy zadeptać, bo nic nie jest nad

Mało ludzi przysłuchuje się temu, co śpiewają wokaliści w piosenkach - disco polo jest tego najlepszym przykładem. Niekiedy jednak trafiają się piosenki z tak zwanym drugim dnem. Tylko, że musi upłynąć trochę czasu, by to docenić. Oto jedna z nich, nagranie z Sopotu, z 1989r.  
Dalej przez życie na wskroś.
 Dalej jak brzytwą pod włos.
W biegu rodzimy się, w biegu jest rytm 
Miłość i dymu kęs, nagły ruch głowy w tył. (czyli setuchna w pracy)  

Dalej przez błoto i kurz. 
Dalej spod wozu na wóz. 
Gwiazdy zadeptać, bo nic nie jest nad. (wyścig szczurów)  
Drogi posłuszna toń wciąga nas. (korporacja)  

Ref. Gdzie tak biegniecie, bracia, dokąd ten bieg 
Życie spod nóg pryska jak śnieg.
 Gdzie tak biegniecie, bracia, w strunach już rdza. 
Wszędzie jest bieg, wszędzie ten sam.

Dalej do kumpli i w świat. (każdy, kto pracował w korpo, zrozumie to)
Dalej do pierzyn, do ciał. (jak wyżej)  
W gardle już suchy żwir, rozkosz i krzyk. 
Bełta parzący smak, oczu błysk, gniewu błysk. (jak wyżej).  

Dalej przez lata, sto lat. 
Dalej na dno jeszcze raz. 
Ptasie wesele hen, wron czarna sieć. 
Wracać do siebie chcesz, gdzie to jest?

Właśnie oto jest pytanie, gdzie to jest... Przewidzieć wyścig szczurów w 1984r., zanim w ogóle mogło to być możliwe w tym kraju - genialne.

Miłośnikom grania podrzucę to:
wstęp: em, G, hm / D, C
zwrotka cz.1 em, G, A, D/ em, G, A, hm
zwrotka cz.2 C, G, A7, A
Refren
em, D, G, A, C7, hm
em, D, G, A, C7, A

niedziela, 17 lutego 2013

Old geezer

Jak już jesteśmy w tematach krótkofalowców, to podrzucę coś takiego:

Razem z restrukturyzacją Urzędu Komunikacji Elektronicznej wprowadza się następującą licencję Kategorii "S"

Licencja amatorska Kategorii S - "Stary Dziad"


1. Egzamin nie jest wymagany, osoba podlega nominacji przez kumpli z radia.
2. Znak wywoławczy nie jest wymagany. Stary dziad i tak go nie zapamięta.
3. Nie wymaga się telegrafii, bo artretyzm uniemożliwi nadawanie za pomocą klucza. Zresztą Stary Dziad i tak  nie zapamięta alfabetu Morse'a.
4. Komunikacja głosowa - emisja AM, a nie SSB. Stary dziad nadal posiada sprzęt z lat czterdziestych i pięćdziesiątych.
5. Jedna częstotliwość stabilizowana kwarcem w paśmie 80m. Brak ograniczeń mocy nadawania.
6. Dwustronne łączności nie są wymagane. Wystarczy włączyć nadajnik i zacząć niekończący się monolog narzekań.
7. Ulubione tematy: hemoroidy, prostata i pogoda.

Kiedy stajesz się Starym Dziadem?
Znajomi (jeśli ich tylko masz) na pewno ci o tym powiedzą.

Jaka jest różnica między Starym Prykiem lub Pierdziochem a Starym Dziadem? Dziad to przypadek stracony, w innych staruszkach siedzi duch młodego fajnego faceta.
(autor: N9JO, biuletyn Broward County Amateur Radio Club)

Na marginesie - szkoda, że polskie biuletyny klubów krótkofalarskich nie są chociaż w połowie tak ciekawe jak ten, dystrybuowany przez niewielki klub z okolic Ft Lauderdale na Florydzie.

niedziela, 3 lutego 2013

Wrota do starego świata

Dość często słucham stacji na falach krótkich. Coraz mniej słychać tam polską mowę, jedynie sporadyczne okraszone 'łaciną' rozmowy oficerów na obcych statkach albo audycje Radia Pekin. Kiedyś była tzw. 'giełda statków' a całkiem ciekawe rozmowy ciągnęły się wieczorami do późna w nocy. Na statku byli radiooficerowie, obsługujący skomplikowaną aparaturę. Co pół godziny wszystkie rozmowy milkły na 5 minut - nasłuchiwano, czy ktoś nie wzywa pomocy. Nawet był specjalnie oznaczany zegar... To wszystko już odeszło w przeszłość.
Jej resztki jeszcze można usłyszeć, ale to ostatni dzwonek. Zaraz i ten świat się skończy. Przykro tak, gdy w ciągu zaledwie 20 lat gwarne pasma fal krótkich zmieniły się nie do poznania. Ten świat dla większości ludzi nigdy nie istniał, ja miałem to szczęście go doświadczyć, gdy wieczorami słuchałem na potężnym odbiorniku. Ba, słyszałem nawet Dar Młodzieży, gdy rozmawiał z nieistniejącą już stacją Gdynia Radio. Oto ostatnia wiadomość nadana przez stację Gdynia Radio, po siedemdziesięciu latach służby. Gdyby była taka możliwość, by usłyszeć teraz to, co kiedyś nadawano. Niestety nie ma, poza nagraniami umieszczonymi przez amatorów na youtube i podobnych serwisach.