Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nostalgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nostalgia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lipca 2016

Zwrot

Na blogach było już wiele zwrotów. Był bardzo stary blog jeszcze na onecie. Zrezygnowałem z niego, zapisałem sobie kopię wpisów. Był drugi blog na bloksie, obecnie zamknięty, potem trzeci, również na bloksie, otwarty, ale bez sensu.
Teraz będzie dodatkowa zmiana - otóż będzie więcej zdjęć.
San Francisco, 26 lutego 2012r.

środa, 6 stycznia 2016

Życzenie, którego nie da się już spełnić

Oto paragon z błędem oraz życzeniem, którego nie da się już spełnić.


Do tego sklepu nie da się już przyjść. Uniwersam Grochów jest właśnie rozbierany, w tym miejscu stanie w przyszłości apartamentowiec. Sklep był tylko troszkę ode mnie młodszy.

wtorek, 14 lipca 2015

Dzisiejsi wykonawcy

W pracy czasami rozmawiamy przy kawie na tak zwane tematy ogólne. Tym razem zeszło na muzykę. Pominę tutaj rzeczy techniczne, ale wspomnę o tym, że wykonawcy w latach osiemdziesiątych umieli więcej. Kilka przykładów:
1. Maanam podczas recitalu Opole 1985. Najlepszy okres tego zespołu. Dali koncert tej jakości, że wystarczyłoby go nagrać na płytę i już. Tak nagrać, jak grali.
Oto dowód - jest tu.
2. Jerzy Rybiński - Deszcz w obcym mieście. Na żywo - Opole 1980, wersja studyjna jest tu. Który z dzisiejszych wykonawców potrafi zagrać na żywo prawie tak samo, jak w studio? Tak na marginesie, mam styl do Ketrona do tej piosenki, jeśli ktoś chce.
3. Izabela Trojanowska - Wszystko czego dziś chcę. Zjawiskowa kobieta. (styl pod tę piosenkę też mam).
4. Sporo piosenek lat siedemdziesiątych. Ogólnie polecam cały zapis koncertu w Opolu z 1979r. Do tego genialna konferansjerka Sznuka.
5. Piosenki miały naprawdę fajny tekst. Razem z zapowiedzią znana piosenka z instrumentacją Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

A dziś...
No dobra z litości nie umieszczę popularnego hitu a jego parodię (nota bene świetnie zrobioną). Jeśli uda mi się zebrać materiały wideo, to zmontuję takie coś po polsku. Muzykę już mam.


Porównajcie występy na żywo z tym, co było kiedyś. Znowu 1985r. bardzo znana piosenka Papierowy Księżyc w wykonaniu Haliny Frąckowiak. Zwróćcie uwagę także na to jak gra orkiestra. W szczególności na muzyka grającego na instrumentach klawiszowych. Film jest tu

Ale trzeba oddać sprawiedliwość - gnioty też były. Oto wykonanie Pocztówki z Wakacji zespołu Papa Dance z tego samego festiwalu premier w Opolu. Obejrzyjcie. Albo może lepiej nie. Takiej porażki dawno nie słyszałem. I takie wykonanie było na tym samym koncercie co jeden z najlepszych recitali Maanamu w jego najlepszym okresie.

niedziela, 28 czerwca 2015

To naprawdę ona

Youtube to bardzo dobry wynalazek. Dzięki temu serwisowi można obejrzeć relacje ze zdarzeń, w których nigdy bym nie wziął udziału. Wśród nich była na przykład dyskoteka na Łużnikach organizowana przez rosyjskie Awtoradio. Nie zamierzam się wybierać do Rosji mimo to, że język rosyjski nie jest mi całkiem obcy. W zamian za to oglądam sobie wideo z tej sylwestrowej dyskoteki, profesjonalnie zrobione, bardzo dobry dźwięk.
Podłączyłem komputer do wzmacniacza i słucham sobie oraz ukradkiem oglądam. Nagle znajoma twarz - to oni znaleźli dublerkę dla C.C.Catch i podłożyli głos? Nie!!! to autentyczna C.C.Catch. Fakt, trochę się zestarzała ale nadal show robi na poziomie. Oglądam dalej a tam połowa duetu Bad Boys Blue (ktoś to jeszcze pamięta? Ja to na dyskotekach puszczałem dawno temu...) - połowa bo Trevor Taylor zmarł na serce w 2008r.
Tak na marginesie - dla mnie youtube zawsze występuje razem z narzędziami do nagrywania strumienia - bo najlepsze filmy szybko wylatują z tubki i trzeba je zagrać na dysk.
Kolekcja rośnie. Będę miał co oglądać, gdy wszystkie podobne klipy poznikają z youtube'a na mocy jakiegoś głupiego porozumienia pijawek i zostanie jedynie payola znana z polskich stacji radiowych.

piątek, 24 kwietnia 2015

Wysocki i nostalgia

Od pewnego czasu rozmawiam z kolegą, miłośnikiem radia z Ukrainy. Kolega ten wspominał mi o tym, że piosenki Wysockiego są dziś związane z wielką nostalgią, szczególnie wśród Rosjan. Dlaczego?
Weźmy na przykład Moskwa-Odessa

tych, którzy rosyjskiego języka nie znają, muszę tu niestety odesłać do tłumaczenia.

Do których miast zamiast Odessy pilot mógł polecieć?
Murmańsk, Aszchabad (obecnie Turkmenistan), Kijów, Charków (Ukraina), Kiszyniów (Mołdawia), Lwów (Ukraina), Leningrad, Tbilisi (Gruzja), Rostów nad Donem, Władywostok... Londyn, Delhi, Magadan.

A dlaczego odwołany lot do Odessy był czymś dziwnym?
Bo Odessa leży nad Morzem Czarnym i ma klimat umiarkowany kontynentalny. Zimy są bardzo łagodne, śnieg i temperatura poniżej -10 stopni zdarzają się bardzo rzadko. A skoro "w Leningradzie pociekło z dachów" (в Ленинграде с крыши потекло), to trudno by było, żeby w Odessie zasypało śniegiem (сугробы намело) i ciężko spodziewać się dodatkowych opadów śniegu (завтра ожидают снегопада).
To jest po prostu inny świat. Prawdopodobnie tęsknota za tym nieistniejącym światem to właśnie jeden z powodów nostalgii.

sobota, 17 stycznia 2015

Dawna piwnica

Byłem dziś w miejscu, w którym kiedyś spędziłem dużo czasu. Zajrzałem do pewnej piwnicy, gdzie dawno temu miałem swój warsztat elektroniczny. Pod zwałami starych desek znalazłem wszystko, co kiedyś mi tam służyło - lampowy oscyloskop dwustrumieniowy
Niestety już dawno niesprawny, nie miałem czasu już go później naprawiać.
Był też transformator separacyjny, bardzo ważny przy naprawie lampowych i lampowo-tranzystorowych telewizorów dawno temu, obok niego jeden z cenniejszych przyrządów - mój pierwszy multimetr cyfrowy.
Stoi tam generator sygnałowy i mikrowoltomierz selektywny, nad nim koder sterego. Był taki czas, że przy okazji przestrajania odbiorników, stroiłem ludziom odbiorniki radiowe (od Amatora do Radmora). Bez tych przyrządów zestrojenie głowicy UKF oraz dekodera stereo było praktycznie niemożliwe.
Była też precyzyjna wiertarka, sporo książek, moje notatki.

Gdy pisałem rozdział książki o radiooficerach, jeden z nich opowiedział mi o bliskiej łez nostalgii, jaką doznał kiedyś, gdy podczas porządkowania strychu napotkał swoją starą walizkę kupioną w hotelu "Przyjaźń" w Szanghaju. W środku tej walizki znalazł swoje notatki, schematy i opisy napraw nadajników i odbiorników. Nie bardzo wiedziałem o co mu chodziło, bo trudno mi było sobie to uczucie wyobrazić.

Dziś go zrozumiałem.

To już przeszłość, zabrałem ze sobą tylko kilka artefaktów. Kilka rdzeni, polskie układy scalone Unitra CEMI (w tym miejscu jest teraz Galeria Mokotów). Trochę detali. Miernik mocy, który pozostał mi po konstrukcji wzmacniacza.
Zamknąłem za sobą te drzwi dawno temu.

sobota, 4 października 2014

Nostalgia

Gdy lecę nad Atlantykiem (ostatnio zdarza mi się to jednak coraz rzadziej), zastanawiam się jak to było dawniej. Wtedy, gdy jedynym sposobem, by dostać się do Ameryki był rejs statkiem. Wtedy na oceanie tych statków musiało być dużo, była olbrzymia flota brytyjska, francuska, amerykańska...  Był polski Batory wybudowany w holenderskiej stoczni. Ponad osiem dni rejsu na wschodnie wybrzeże USA, a potem do Montrealu. Dziś - osiem godzin lotu, a bywało o wiele szybciej, gdy jeszcze latał naddźwiękowy Concorde.
Zanim jednak do tego doszło, po Atlantyku królowały liniowce, nad nimi niewidoczne fale radiowe podróżowały w jonosferze, niosąc wiadomości do i ze statków. Dziś liniowce zostały tylko we wspomnieniach. Dystans z Warszawy do Nowego Jorku pokonuje się w mniej niż 10 godzin - mniej, niż wtedy zajęło Batoremu dopłynięcie z Gdyni do cieśnin duńskich.
Takich statków już nie ma,  podróżujemy zupełnie inaczej.

A wszystko przez jedną rzecz.  Przez jeden samolot -  Boeing 747,  który sprawił, że podróż samolotem okazała się nie tylko szybsza ale i tańsza od rejsu statkiem.
Taki sam samolot, jak ten, którym lecę. Jestem nad Grenlandią, niedaleko stolicy, którą jest Nuuk, miasto o liczebności zbliżonej do Skarżyska-Kamiennej. Prędkość względem ziemi to 933 km/h, wysokość 34040 stóp czyli około 10,3km. Lądowanie w San Francisco za osiem godzin.

W kabinie niestety nie ma łóżka, nie mogę się wygodnie przespać. Lecę klasą ekonomiczną. To jest ta cena, którą się płaci za to, że podróże są tańsze i dostępne.
Na pokładzie jest kino, w którym wyświetlają filmy. Na pokładzie jest lokalna stacja radiowa,  która nadaje 10 kanałów muzycznych.
Na pokładzie jest mini kuchnia, która wydaje obiady dla tych prawie 400 osób. Niestety jedzenie jest kiepskie, ale to znak czasów.
Na pokładzie jest radiotelefon satelitarny,  koszt rozmowy z pokładu do Polski wynosi 10 dolarów za minutę. Uwzględniając inflację, jest to z grubsza tyle samo, co kosztowało połączenie przez radio z pokładu Batorego.
Na pokładzie jest sklep wolnocłowy, różnica w cenie jest podobna jak kiedyś. Na pokładzie jest prawdziwa mieszanina ludzi. Tak, jak na statku.
Na pokładzie nie ma jednak tego, co było kiedyś, a czego nigdy nie udało mi się zobaczyć...

A tss Stefan Batory (znak wywoławczy SPYM) był ostatnim liniowcem na świecie utrzymującym rozkładowe rejsy z Europy do Ameryki Północnej. 

Załoga samolotu, którym lecę twierdzi, że niebawem linie United wycofają ze służby tego starego Jumbo Jeta. Na jego miejsce wejdą dwa nowe Dreamlinery, takie same, jak te, które latają w polskich liniach LOT.