Audiobooki są popularne i wcale mnie to nie dziwi. Zupełnie. Tyle, że audiobooków się nie czyta, gdyż treść książki czytana przez lektora lub aktora przypomina opowiadanie lub słuchowisko. A ja czytam książki przez uszy. Rzecz w tym, że słucham książek zmienionych na dźwięki alfabetu Morse'a. Brzmi to dziwnie, ale w miarę nauki powoli dochodzi się do tego etapu, gdy słowa pojawiają się "same" - przypomina to nieco czytanie, wystarczy tylko zamknąć oczy. Ułożone słowa wystarczy potem przeczytać, niektóre z nich "rozumieją" się same.
Nigdy w życiu nie spodziewałem się, że to w ogóle może być możliwe. Kolega z pracy - z wykształcenia psycholog - powiedział mi, że zbliżam się do poziomu nieświadomej umiejętności- najwyższego poziomu nauki, jak można osiągnąć. Uważam, że jeszcze sporo mi brakuje, ale...
Powieść o łapaniu szpiegów w Wielkiej Brytanii jest bardzo pasjonująca.
sobota, 4 października 2014
Książki czytane na ucho
czwartek, 18 września 2014
Rodem z myapple
Co jakiś czas zaglądam do rezerwatu Apple, dla rozrywki. Oprócz mega fanbojni takiej jak choćby Szemot, Kaliente czy supermoderator Kokos, na tym zamkniętym psychicznie forum można znaleźć perełki. Tym razem jest to fragment wątku o aktualizacji do nowszej wersji iOS. Posiadacze sprzętu Apple od dawna grają w rosyjską ruletkę - co się tym razem zepsuje? Technicznie to jak zwykle padnie coś z łącznością, bo tego Apple nigdy nie potrafiło zrobić dobrze.
Ale nie o Apple tym razem jest ta dyskusja. Tu chodzi o to, że stoi.
czwartek, 3 lipca 2014
Strach otworzyć skrzynkę
Gdy przychodzi do mnie list polecony, którego nie włożyli do skrzynki, to nigdy nie wróży to niczego dobrego. Klasyczne listy pocztą papierową, do tego jako polecone z potwierdzeniem odbioru przysyła do mnie tylko urząd skarbowy. A ta instytucja jest przyczyną co drugiej ucieczki małych firm za granicę. Wcale mnie to nie dziwi.
wtorek, 1 lipca 2014
Zapożyczenia i wojna dźwięków
Oto kolejny przykład, który umieszczę w dwóch kontekstach. Pierwszym będzie oczywiście samo zapożyczenie.
Weźmy na przykład utwór zespołu Newcleus - Automan. Dość specyficzny klimat:
Jeden z motywów, odgrywana krótka melodyjka stała się motywem przewodnim utworu Rhythm is a dancer zespołu SNAP.
Niestety nie udało mi się znaleźć pierwszej wersji tego utworu, z rapem TurboB na początku (mam to na kasecie, razem ze świetnym zestawem sampli). Pierwsza wersja była znacznie lepsza od tej powyżej, chociaż sama piosenka jest taka sobie. Zapożyczenie jest ewidentne, tworzy także podobny klimat automatyczny, komputerowy, nadający rytm.
Gdyby porównać to z nowszym wykonaniem tego samego utworu widać wyraźnie, że nowsze wykonanie zostało mocno skompresowane. Ten efekt nazywa się loudness war i jest paskudnym znakiem dzisiejszych śmieci muzycznych nadawanych przez wszystkie stacje.
Tę różnicę widać wyraźnie nawet na przykładzie jednego wspomnianego utworu - Rhythm is a dancer. Oto dowód. http://dr.loudness-war.info/album/list?artist=snap&album=
Sprawdźcie albumy, widać, że jednymi z niewielu zespołów, które do dziś oparły się kompresji jest Dire Straits...
Nie kupujcie śmieci!
Na marginesie - na poprzednim blogu osadzałem ciekawe materiały wideo. Obecnie większość z nich została usunięta z Youtube albo "film jest niedostępny w twoim kraju". Jak to dobrze, że mam własne lokalne archiwum na dyskach.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Przestroga z przeszłości
Dlaczego ją teraz wspominam? Z racji na tekst. Niestety przez tyle lat nie mogłem go zrozumieć - nie mówię po francusku.
Oto najczarniejsza historia w pamięci Amerykanów od czasów sporu Kaina z Ablem.
Pewnego dnia dwa wieżowce z nudy rozpoczęły wojnę. Grały ją tak dobrze, że zapomniały o tym, by się śmiać. Grały ją tak dobrze, że nie było widać, że jeden z nich ma czarną skórę. Żółtoskórego wykluczono, bo byłby zbyt dobry.
Zaciekłość sprawiła, że między nimi była tylko otchłań.
Była i śmierć, i chwała. Były i siła, i wiktoria. Było zwycięstwo i demencja. Pokonaliśmy niebo.
Z nosem w niebie, radowały się z sukcesów, a niebo cierpliwie ignorowało zniewagi.
Przyszedł czas, gdy prawda zwyciężyła. Na wieżowce spadł deszcz gwiazd. Wieżowce pijane whisky, pijane aż zapomniały o wszystkim, piły do upadku. Upadły, drapiąc ziemię. Pluły krwią, trucizną, zębami, złotem i srebrem. Krwią żywych i zmarłych.
Widziały barwy zwycięstwa, słońce nicości, a potem już tylko wielką, ziejącą dziurę...
To nie jest piosenka na temat 11 września 2001r. Powstała latem 1968r. gdy Salvatore Adamo był w Nowym Jorku i zwiedzał Manhattan. Trwała tam właśnie budowa World Trade Center, dwa wieżowce miały być najwyższymi budynkami na świecie. Tytuł ten zachowały przez dwa lata, gdy w 1974r. zdetronizował je maszt nadajnika pierwszego programu Polskiego Radia w Konstantynowie.
Który również upadł.
wtorek, 14 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Wspomnienia
Wszystko wskazuje na to, że jedyna osiągalna dla mnie kopia znajduje się na kasecie VHS. Kopia nagrana dla pary młodej tego wesela...
Muzykę w identycznej aranżacji, jak ta, grana przez zespół muzyczny na tym weselu, mam do dziś jako dzwonek w telefonie.
Ci, którzy mają dostęp do starego bloga i dobrą pamięć, wiedzą o wiele więcej...