sobota, 11 października 2014

Straszne skutki

Niedawno oglądałem zdjęcia zniszczonego lotniska w Doniecku. A dwa lata temu były tam nawet bezpośrednie połączenia lotnicze z Warszawy. Teraz całkiem ładne lotnisko jest jedną wielką ruiną. To wszystko przez wojnę. A dokładniej przez wschodniego sąsiada Ukrainy. Ze wschodu nigdy nic dobrego nie przychodziło.

poniedziałek, 6 października 2014

Ból gardła

Rzadko zdarza mi się taki ból gardła, który nie daje spać. Niestety dokucza mi, a do tego kiepsko się czuję - najwyraźniej jakieś choróbsko mnie bierze.
W weekend przyciąłem kilka gałęzi leszczyny, bo opierały się o odciągi anteny. Liście i gałązki spaliłem. Jejku jak dawno nie paliłem ogniska!
Za to zrobiłem kilka łączności, na 10m były świetne warunki - Brazylię słyszałem z silnym sygnałem, do Polaka w Stanford w USA dowołałem się bez problemu. słyszałem także jednego z kolegów z Rybnika -  a na tym paśmie łączności po kraju to rzadkość. Radiostację zostawiłem u Rodziców na wsi. Z domu i tak pewnie nie będę nadawać. Wziąłem tylko klucz telegraficzny, poćwiczę trochę w domu.

sobota, 4 października 2014

Nostalgia

Gdy lecę nad Atlantykiem (ostatnio zdarza mi się to jednak coraz rzadziej), zastanawiam się jak to było dawniej. Wtedy, gdy jedynym sposobem, by dostać się do Ameryki był rejs statkiem. Wtedy na oceanie tych statków musiało być dużo, była olbrzymia flota brytyjska, francuska, amerykańska...  Był polski Batory wybudowany w holenderskiej stoczni. Ponad osiem dni rejsu na wschodnie wybrzeże USA, a potem do Montrealu. Dziś - osiem godzin lotu, a bywało o wiele szybciej, gdy jeszcze latał naddźwiękowy Concorde.
Zanim jednak do tego doszło, po Atlantyku królowały liniowce, nad nimi niewidoczne fale radiowe podróżowały w jonosferze, niosąc wiadomości do i ze statków. Dziś liniowce zostały tylko we wspomnieniach. Dystans z Warszawy do Nowego Jorku pokonuje się w mniej niż 10 godzin - mniej, niż wtedy zajęło Batoremu dopłynięcie z Gdyni do cieśnin duńskich.
Takich statków już nie ma,  podróżujemy zupełnie inaczej.

A wszystko przez jedną rzecz.  Przez jeden samolot -  Boeing 747,  który sprawił, że podróż samolotem okazała się nie tylko szybsza ale i tańsza od rejsu statkiem.
Taki sam samolot, jak ten, którym lecę. Jestem nad Grenlandią, niedaleko stolicy, którą jest Nuuk, miasto o liczebności zbliżonej do Skarżyska-Kamiennej. Prędkość względem ziemi to 933 km/h, wysokość 34040 stóp czyli około 10,3km. Lądowanie w San Francisco za osiem godzin.

W kabinie niestety nie ma łóżka, nie mogę się wygodnie przespać. Lecę klasą ekonomiczną. To jest ta cena, którą się płaci za to, że podróże są tańsze i dostępne.
Na pokładzie jest kino, w którym wyświetlają filmy. Na pokładzie jest lokalna stacja radiowa,  która nadaje 10 kanałów muzycznych.
Na pokładzie jest mini kuchnia, która wydaje obiady dla tych prawie 400 osób. Niestety jedzenie jest kiepskie, ale to znak czasów.
Na pokładzie jest radiotelefon satelitarny,  koszt rozmowy z pokładu do Polski wynosi 10 dolarów za minutę. Uwzględniając inflację, jest to z grubsza tyle samo, co kosztowało połączenie przez radio z pokładu Batorego.
Na pokładzie jest sklep wolnocłowy, różnica w cenie jest podobna jak kiedyś. Na pokładzie jest prawdziwa mieszanina ludzi. Tak, jak na statku.
Na pokładzie nie ma jednak tego, co było kiedyś, a czego nigdy nie udało mi się zobaczyć...

A tss Stefan Batory (znak wywoławczy SPYM) był ostatnim liniowcem na świecie utrzymującym rozkładowe rejsy z Europy do Ameryki Północnej. 

Załoga samolotu, którym lecę twierdzi, że niebawem linie United wycofają ze służby tego starego Jumbo Jeta. Na jego miejsce wejdą dwa nowe Dreamlinery, takie same, jak te, które latają w polskich liniach LOT.

Książki czytane na ucho

Audiobooki są popularne i wcale mnie to nie dziwi. Zupełnie. Tyle, że audiobooków się nie czyta, gdyż treść książki czytana przez lektora lub aktora przypomina opowiadanie lub słuchowisko. A ja czytam książki przez uszy. Rzecz w tym, że słucham książek zmienionych na dźwięki alfabetu Morse'a. Brzmi to dziwnie, ale w miarę nauki powoli dochodzi się do tego etapu, gdy słowa pojawiają się "same" - przypomina to nieco czytanie, wystarczy tylko zamknąć oczy. Ułożone słowa wystarczy potem przeczytać, niektóre z nich "rozumieją" się same.
Nigdy w życiu nie spodziewałem się, że to w ogóle może być możliwe. Kolega z pracy - z wykształcenia psycholog - powiedział mi, że zbliżam się do poziomu nieświadomej umiejętności- najwyższego poziomu nauki, jak można osiągnąć. Uważam, że jeszcze sporo mi brakuje, ale...
Powieść o łapaniu szpiegów w Wielkiej Brytanii jest bardzo pasjonująca.

czwartek, 18 września 2014

Rodem z myapple

Co jakiś czas zaglądam do rezerwatu Apple, dla rozrywki. Oprócz mega fanbojni takiej jak choćby Szemot, Kaliente czy supermoderator Kokos, na tym zamkniętym psychicznie forum można znaleźć perełki. Tym razem jest to fragment wątku o aktualizacji do nowszej wersji iOS. Posiadacze sprzętu Apple od dawna grają w rosyjską ruletkę - co się tym razem zepsuje? Technicznie to jak zwykle padnie coś z łącznością, bo tego Apple nigdy nie potrafiło zrobić dobrze.
Ale nie o Apple tym razem jest ta dyskusja. Tu chodzi o to, że stoi.

czwartek, 3 lipca 2014

Strach otworzyć skrzynkę

Gdy przychodzi do mnie list polecony,  którego nie włożyli do skrzynki,  to nigdy nie wróży to niczego dobrego. Klasyczne listy pocztą papierową,  do tego jako polecone z potwierdzeniem odbioru przysyła do mnie tylko urząd skarbowy.  A ta instytucja jest przyczyną co drugiej ucieczki małych firm za granicę. Wcale mnie to nie dziwi.

wtorek, 1 lipca 2014

Zapożyczenia i wojna dźwięków

Wystarczy przejrzeć historię literatury, malarstwa i muzyki wyraźnie widać, że artyści korzystali z dorobku innych z poprzednich epok. Niekiedy były to wręcz covery, wykorzystanie motywu, detalu lub drobnego pomysłu.
Oto kolejny przykład, który umieszczę w dwóch kontekstach. Pierwszym będzie oczywiście samo zapożyczenie.
Weźmy na przykład utwór zespołu Newcleus - Automan. Dość specyficzny klimat:

Jeden z motywów, odgrywana krótka melodyjka stała się motywem przewodnim utworu Rhythm is a dancer zespołu SNAP.

Niestety nie udało mi się znaleźć pierwszej wersji tego utworu, z rapem TurboB na początku (mam to na kasecie, razem ze świetnym zestawem sampli). Pierwsza wersja była znacznie lepsza od tej powyżej, chociaż sama piosenka jest taka sobie. Zapożyczenie jest ewidentne, tworzy także podobny klimat automatyczny, komputerowy, nadający rytm.

Gdyby porównać to z nowszym wykonaniem tego samego utworu widać wyraźnie, że nowsze wykonanie zostało mocno skompresowane. Ten efekt nazywa się loudness war i jest paskudnym znakiem dzisiejszych śmieci muzycznych nadawanych przez wszystkie stacje.
Tę różnicę widać wyraźnie nawet na przykładzie jednego wspomnianego utworu - Rhythm is a dancer. Oto dowód. http://dr.loudness-war.info/album/list?artist=snap&album=
Sprawdźcie albumy, widać, że jednymi z niewielu zespołów, które do dziś oparły się kompresji jest Dire Straits...
Nie kupujcie śmieci!


Na marginesie - na poprzednim blogu osadzałem ciekawe materiały wideo. Obecnie większość z nich została usunięta z Youtube albo "film jest niedostępny w twoim kraju". Jak to dobrze, że mam własne lokalne archiwum na dyskach.