Jednym z nich jest... program do montażu wideo.
Taki jak kdenlive.
wtorek, 14 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Wspomnienia
Od kilku dni szukam czegoś bardzo szczególnego. Dwanaście lat temu bawiłem się na weselu mojej dawnej znajomej i na kasecie wideo znalazł się pewien krótki fragment. Jest mi teraz niezbędnie potrzebny do remake klipu wideo do mojego ulubionego utworu (Fontanna Radości - M.Biliński). Pozostałe materiały są już gotowe. Są tam fontanny spod hotelu Bellagio w Las Vegas, nagrania z Chicago, Wiednia, Londynu i Wrocławia. Brakuje tylko tego jednego klipu. W 2003r. zgrałem go do komputera, pamiętam jak się ten plik nazywał (my.mpg, kopia jako my2.divx) i gdzie się znajdował (C:\MPEGAV\). Rzecz w tym, że mam bardzo niewiele kopii zapasowych z tego okresu. Niestety nie mogę odtworzyć taśmy, bo padł mi napęd taśmowy DLT.
Wszystko wskazuje na to, że jedyna osiągalna dla mnie kopia znajduje się na kasecie VHS. Kopia nagrana dla pary młodej tego wesela...
Muzykę w identycznej aranżacji, jak ta, grana przez zespół muzyczny na tym weselu, mam do dziś jako dzwonek w telefonie.
Ci, którzy mają dostęp do starego bloga i dobrą pamięć, wiedzą o wiele więcej...
Wszystko wskazuje na to, że jedyna osiągalna dla mnie kopia znajduje się na kasecie VHS. Kopia nagrana dla pary młodej tego wesela...
Muzykę w identycznej aranżacji, jak ta, grana przez zespół muzyczny na tym weselu, mam do dziś jako dzwonek w telefonie.
Ci, którzy mają dostęp do starego bloga i dobrą pamięć, wiedzą o wiele więcej...
wtorek, 3 grudnia 2013
Coś z przeszłości
Za górami, za lasami... w Bułgarii w Słonecznym Brzegu odbywał się festiwal Złoty Orfeusz. W 1972r. jedną z nagród zdobyła Zdzisława Sośnicka. Podczas tego festiwalu o wiele ciekawszy był jednak recital Salvatore Adamo. Z tego recitalu powstała płyta, która towarzyszyła mi od wczesnego dzieciństwa. Nigdy jednak nie spodziewałem się, że będę mógł obejrzeć ten koncert na wideo. Nie miałem szans zobaczyć go na żywo, chociaż wiem, że festiwal mógł być transmitowany w polskiej telewizji.
Życie jest przewrotne - komuś udało się wyciągnąć z przepastnych archiwów nagranie i... oto ono jest. Nagranie za pomocą telekina, bo magnetowidów w krajach bloku wschodniego na początku lat siedemdziesiątych prawie w ogóle nie było. Pierwszym polskim filmem zrealizowanym przy pomocy magnetowidu, bez pośrednictwa taśmy filmowej był "5 dni z życia emeryta", nakręcony w 1984r.
Po kilku godzinach pracy w kdenlive podłożyłem dźwięk z czarnej płyty (do dziś ma świetną jakość), pracowicie ustawiając "kłapy" do muzyki, ale ze względu na politykę Google i Youtube nie zamierzam tego publikować.
Płytę DVD dostanie moja mama, która ucieszyła się z tego tak samo, jak ja.
Jest to najlepsze wykonanie utworów Salvatore Adamo, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Dyrygent i aranżer - Dragomir Draganow (Драгомир Драганов), scenariusz Dymitr Stojanowicz (Димитр Стоянович), reżyser dźwięku Płamien Kacarski (Пламен Кацарски). Skąd wiem? Bo w ostatnim odcinku wystawionym na tubkę są napisy końcowe po bułgarsku.
Życie jest przewrotne - komuś udało się wyciągnąć z przepastnych archiwów nagranie i... oto ono jest. Nagranie za pomocą telekina, bo magnetowidów w krajach bloku wschodniego na początku lat siedemdziesiątych prawie w ogóle nie było. Pierwszym polskim filmem zrealizowanym przy pomocy magnetowidu, bez pośrednictwa taśmy filmowej był "5 dni z życia emeryta", nakręcony w 1984r.
Po kilku godzinach pracy w kdenlive podłożyłem dźwięk z czarnej płyty (do dziś ma świetną jakość), pracowicie ustawiając "kłapy" do muzyki, ale ze względu na politykę Google i Youtube nie zamierzam tego publikować.
Płytę DVD dostanie moja mama, która ucieszyła się z tego tak samo, jak ja.
Jest to najlepsze wykonanie utworów Salvatore Adamo, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Dyrygent i aranżer - Dragomir Draganow (Драгомир Драганов), scenariusz Dymitr Stojanowicz (Димитр Стоянович), reżyser dźwięku Płamien Kacarski (Пламен Кацарски). Skąd wiem? Bo w ostatnim odcinku wystawionym na tubkę są napisy końcowe po bułgarsku.
wtorek, 26 listopada 2013
Brak czasu
Zawsze zazdrościłem niektórym ludziom tego, że po prostu mogą zająć się czymś. Teraz mam tak, że gdy wracam z pracy, zajmuję się resztą roboty, a wieczorem nie ma czasu ani chęci na nic. Niestety mojego hobby (krótkofalarstwo) nie mogę uprawiać w Warszawie, ze względu na potworne zakłócenia oraz opór materii (czytaj spółdzielni mieszkaniowej - nie mogę postawić anteny na dachu, bo blok remontowany). W domu nie ma szans na nic, bo po prostu nie ma na to w ogóle czasu. Chciałem zmontować kilka nowych filmów i trochę muzyki, ale niestety nie mogę siedzieć w słuchawkach - muszę być czujny i dyspozycyjny rodzinnie. Szczerze, to bardzo bym chciał po prostu wyłączyć się od tego wszystkiego na jakiś czas, ale nie mogę.
Poza tym mam problemy z wynajęciem mieszkania, ludzie nie mają w ogóle kasy. To jest po prostu porażka. Aha i muszę sprzedać samochód (rdza żre go na potęgę), tylko skąd wziąć kasę na nowszy?
Poza tym mam problemy z wynajęciem mieszkania, ludzie nie mają w ogóle kasy. To jest po prostu porażka. Aha i muszę sprzedać samochód (rdza żre go na potęgę), tylko skąd wziąć kasę na nowszy?
poniedziałek, 11 listopada 2013
Hołota!
Wracałem do domu, spokojnie, powoli. W domu dowiedziałem się o zamieszkach w Warszawie. Mój komentarz - w takich chwilach tęsknię do czasów, gdy zadymiarze milicji się po prostu bali.
Czy dzisiejsza polska policja nie zna ścieżki zdrowia? Ot, pierwszy z brzegu przykład jak powinni postąpić z chuliganami:
Właśnie tak się powinno traktować podobnych zadymiarzy.
A oto komentarze do tego filmu co wyżej.
Tak na marginesie, to nie jest OMON, ale ukraińska jednostka Bierkut. To jednak nie ma znaczenia. Gdy słyszę o kolejnych zniszczeniach w mieście i akcjach neofaszystów dochodzę do wniosku, że tylko solidne pałowanie i porządne kary finansowe zrobią porządek z takimi patafianami.
A za karę faszyści powinni odbudować tę spaloną tęczę. Samemu, za własne pieniądze, wypłaciwszy przedtem sowite odszkodowanie.
Niedawno byłem w Monachium, chodziłem tymi samymi ulicami, byłem w tych samych piwiarniach, w których powstawała partia Hitlera. Mam coraz większe wątpliwości.
Czy dzisiejsza polska policja nie zna ścieżki zdrowia? Ot, pierwszy z brzegu przykład jak powinni postąpić z chuliganami:
Właśnie tak się powinno traktować podobnych zadymiarzy.
A oto komentarze do tego filmu co wyżej.
Tak na marginesie, to nie jest OMON, ale ukraińska jednostka Bierkut. To jednak nie ma znaczenia. Gdy słyszę o kolejnych zniszczeniach w mieście i akcjach neofaszystów dochodzę do wniosku, że tylko solidne pałowanie i porządne kary finansowe zrobią porządek z takimi patafianami.
A za karę faszyści powinni odbudować tę spaloną tęczę. Samemu, za własne pieniądze, wypłaciwszy przedtem sowite odszkodowanie.
Niedawno byłem w Monachium, chodziłem tymi samymi ulicami, byłem w tych samych piwiarniach, w których powstawała partia Hitlera. Mam coraz większe wątpliwości.
środa, 6 listopada 2013
Taka mało znana piosenka
Słucham głównie dwóch stacji radiowych, jedną z nich jest warszawski VOX FM, drugą (częściej) jest niemieckie RTL Radio. Oto jedna z fajniejszych piosenek z playlisty RTLu - Bruce Springsteen, Janey don't you lose your heart. Była na winylowym singlu, miło ją słyszeć po tylu latach ponownie.
Tutaj Bruce śpiewa na koncercie w Los Angeles w 1985r. Nagranie z kasety VHS:
Niestety nie jest najlepsze technicznie, ma również przykre artefakty z kompresji dźwięku, ale atmosfera tego koncertu jest zaiste niesamowita. Niestety podczas jedynego koncertu Bruce'a, na którym byłem, nie było tej piosenki.
Miłośnikom gry na gitarze (klawiszach) podrzucam co następuje:
main:
A,E
cism,A
H,A (2x)
Ref.
E,A,E
H,E
a więcej można znaleźć tu. Ktoś nawet zrobił świetny styl do aranżera Solton-Ketron MS50. Wiem, bo mam.
Tutaj Bruce śpiewa na koncercie w Los Angeles w 1985r. Nagranie z kasety VHS:
Niestety nie jest najlepsze technicznie, ma również przykre artefakty z kompresji dźwięku, ale atmosfera tego koncertu jest zaiste niesamowita. Niestety podczas jedynego koncertu Bruce'a, na którym byłem, nie było tej piosenki.
Miłośnikom gry na gitarze (klawiszach) podrzucam co następuje:
main:
A,E
cism,A
H,A (2x)
Ref.
E,A,E
H,E
a więcej można znaleźć tu. Ktoś nawet zrobił świetny styl do aranżera Solton-Ketron MS50. Wiem, bo mam.
środa, 11 września 2013
Mój stary jest krótkofalowcem (czyli opowiadanie nie całkiem z życia wzięte)
Odkąd pamiętam, w domu zawsze był jakiś sprzęt elektroniczny. Ojciec bawił się tym od dawna, opowiadał mi o swoich eksperymentach, budował odbiorniki radiowe, niektóre nawet działały. To jednak za mało powiedziane, bo jego pasja jest wszędzie.
Rodzina czasami ma tego tak serdecznie dość, że nawet sobie nie wyobrażacie. Cały czas włączony jakiś odbiornik, gdzie w szumach i jakiś pieprzonych piskach, gwizdach słychać kaczy głos nawiedzonych gości, którzy cały czas coś o siku siku. O żesz kur... nie mogą iść do tego kibla czy co? Mama też ma przerąbane, powiedziała mi kiedyś, że wśród hałasu dzieciaków w szkole wyłapywała „si ku kontest”.
Nas atakuje nie tylko ten kaczy głos. Stary równie często łapie za klucz i całymi dniami pika z jakimiś innymi podobnymi. Kiedyś mnie chciał nauczyć tego gówna, ale stwierdziłem, że na nic mi się to nie przyda. Ale jakoś samo wsiąkło przez osmozę. No, raz się przydało, gdy pojechaliśmy na narty i stary zjechał ze szlaku i się zgubił. Ja zjechałem, bo mi się zachciało lać. Usłyszałem jego gwizdek, odgwizdałem mu i tak żeśmy się dogadali. W sumie, gdybym nie znał morsa, też bym odgwizdał i też by mnie znalazł – jeden czort. Dumny był ze mnie, cały czas podkreślał, że tego to trzeba się uczyć, bo się w życiu przyda. Na ch*j to, skoro i tak nikt tego nie umie poza takimi wariatami, jak on. I czasami ich rodzinami, które i tak mają przesrane.
Rodzina czasami ma tego tak serdecznie dość, że nawet sobie nie wyobrażacie. Cały czas włączony jakiś odbiornik, gdzie w szumach i jakiś pieprzonych piskach, gwizdach słychać kaczy głos nawiedzonych gości, którzy cały czas coś o siku siku. O żesz kur... nie mogą iść do tego kibla czy co? Mama też ma przerąbane, powiedziała mi kiedyś, że wśród hałasu dzieciaków w szkole wyłapywała „si ku kontest”.
Nas atakuje nie tylko ten kaczy głos. Stary równie często łapie za klucz i całymi dniami pika z jakimiś innymi podobnymi. Kiedyś mnie chciał nauczyć tego gówna, ale stwierdziłem, że na nic mi się to nie przyda. Ale jakoś samo wsiąkło przez osmozę. No, raz się przydało, gdy pojechaliśmy na narty i stary zjechał ze szlaku i się zgubił. Ja zjechałem, bo mi się zachciało lać. Usłyszałem jego gwizdek, odgwizdałem mu i tak żeśmy się dogadali. W sumie, gdybym nie znał morsa, też bym odgwizdał i też by mnie znalazł – jeden czort. Dumny był ze mnie, cały czas podkreślał, że tego to trzeba się uczyć, bo się w życiu przyda. Na ch*j to, skoro i tak nikt tego nie umie poza takimi wariatami, jak on. I czasami ich rodzinami, które i tak mają przesrane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


