Co jakiś czas zaglądam do rezerwatu Apple, dla rozrywki. Oprócz mega fanbojni takiej jak choćby Szemot, Kaliente czy supermoderator Kokos, na tym zamkniętym psychicznie forum można znaleźć perełki. Tym razem jest to fragment wątku o aktualizacji do nowszej wersji iOS. Posiadacze sprzętu Apple od dawna grają w rosyjską ruletkę - co się tym razem zepsuje? Technicznie to jak zwykle padnie coś z łącznością, bo tego Apple nigdy nie potrafiło zrobić dobrze.
Ale nie o Apple tym razem jest ta dyskusja. Tu chodzi o to, że stoi.
czwartek, 18 września 2014
Rodem z myapple
czwartek, 3 lipca 2014
Strach otworzyć skrzynkę
Gdy przychodzi do mnie list polecony, którego nie włożyli do skrzynki, to nigdy nie wróży to niczego dobrego. Klasyczne listy pocztą papierową, do tego jako polecone z potwierdzeniem odbioru przysyła do mnie tylko urząd skarbowy. A ta instytucja jest przyczyną co drugiej ucieczki małych firm za granicę. Wcale mnie to nie dziwi.
wtorek, 1 lipca 2014
Zapożyczenia i wojna dźwięków
Wystarczy przejrzeć historię literatury, malarstwa i muzyki wyraźnie widać, że artyści korzystali z dorobku innych z poprzednich epok. Niekiedy były to wręcz covery, wykorzystanie motywu, detalu lub drobnego pomysłu.
Oto kolejny przykład, który umieszczę w dwóch kontekstach. Pierwszym będzie oczywiście samo zapożyczenie.
Weźmy na przykład utwór zespołu Newcleus - Automan. Dość specyficzny klimat:
Jeden z motywów, odgrywana krótka melodyjka stała się motywem przewodnim utworu Rhythm is a dancer zespołu SNAP.
Niestety nie udało mi się znaleźć pierwszej wersji tego utworu, z rapem TurboB na początku (mam to na kasecie, razem ze świetnym zestawem sampli). Pierwsza wersja była znacznie lepsza od tej powyżej, chociaż sama piosenka jest taka sobie. Zapożyczenie jest ewidentne, tworzy także podobny klimat automatyczny, komputerowy, nadający rytm.
Gdyby porównać to z nowszym wykonaniem tego samego utworu widać wyraźnie, że nowsze wykonanie zostało mocno skompresowane. Ten efekt nazywa się loudness war i jest paskudnym znakiem dzisiejszych śmieci muzycznych nadawanych przez wszystkie stacje.
Tę różnicę widać wyraźnie nawet na przykładzie jednego wspomnianego utworu - Rhythm is a dancer. Oto dowód. http://dr.loudness-war.info/album/list?artist=snap&album=
Sprawdźcie albumy, widać, że jednymi z niewielu zespołów, które do dziś oparły się kompresji jest Dire Straits...
Nie kupujcie śmieci!
Na marginesie - na poprzednim blogu osadzałem ciekawe materiały wideo. Obecnie większość z nich została usunięta z Youtube albo "film jest niedostępny w twoim kraju". Jak to dobrze, że mam własne lokalne archiwum na dyskach.
Oto kolejny przykład, który umieszczę w dwóch kontekstach. Pierwszym będzie oczywiście samo zapożyczenie.
Weźmy na przykład utwór zespołu Newcleus - Automan. Dość specyficzny klimat:
Jeden z motywów, odgrywana krótka melodyjka stała się motywem przewodnim utworu Rhythm is a dancer zespołu SNAP.
Niestety nie udało mi się znaleźć pierwszej wersji tego utworu, z rapem TurboB na początku (mam to na kasecie, razem ze świetnym zestawem sampli). Pierwsza wersja była znacznie lepsza od tej powyżej, chociaż sama piosenka jest taka sobie. Zapożyczenie jest ewidentne, tworzy także podobny klimat automatyczny, komputerowy, nadający rytm.
Gdyby porównać to z nowszym wykonaniem tego samego utworu widać wyraźnie, że nowsze wykonanie zostało mocno skompresowane. Ten efekt nazywa się loudness war i jest paskudnym znakiem dzisiejszych śmieci muzycznych nadawanych przez wszystkie stacje.
Tę różnicę widać wyraźnie nawet na przykładzie jednego wspomnianego utworu - Rhythm is a dancer. Oto dowód. http://dr.loudness-war.info/album/list?artist=snap&album=
Sprawdźcie albumy, widać, że jednymi z niewielu zespołów, które do dziś oparły się kompresji jest Dire Straits...
Nie kupujcie śmieci!
Na marginesie - na poprzednim blogu osadzałem ciekawe materiały wideo. Obecnie większość z nich została usunięta z Youtube albo "film jest niedostępny w twoim kraju". Jak to dobrze, że mam własne lokalne archiwum na dyskach.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Przestroga z przeszłości
Był rok 1968... A po nim 1972... Na kilku kolejnych festiwalach swoje triumfy święciła piosenka o dwóch wieżowcach. Oto ona - Les gratte-ciel, Salvatore Adamo.
Dlaczego ją teraz wspominam? Z racji na tekst. Niestety przez tyle lat nie mogłem go zrozumieć - nie mówię po francusku.
Oto najczarniejsza historia w pamięci Amerykanów od czasów sporu Kaina z Ablem.
Pewnego dnia dwa wieżowce z nudy rozpoczęły wojnę. Grały ją tak dobrze, że zapomniały o tym, by się śmiać. Grały ją tak dobrze, że nie było widać, że jeden z nich ma czarną skórę. Żółtoskórego wykluczono, bo byłby zbyt dobry.
Zaciekłość sprawiła, że między nimi była tylko otchłań.
Była i śmierć, i chwała. Były i siła, i wiktoria. Było zwycięstwo i demencja. Pokonaliśmy niebo.
Z nosem w niebie, radowały się z sukcesów, a niebo cierpliwie ignorowało zniewagi.
Przyszedł czas, gdy prawda zwyciężyła. Na wieżowce spadł deszcz gwiazd. Wieżowce pijane whisky, pijane aż zapomniały o wszystkim, piły do upadku. Upadły, drapiąc ziemię. Pluły krwią, trucizną, zębami, złotem i srebrem. Krwią żywych i zmarłych.
Widziały barwy zwycięstwa, słońce nicości, a potem już tylko wielką, ziejącą dziurę...
To nie jest piosenka na temat 11 września 2001r. Powstała latem 1968r. gdy Salvatore Adamo był w Nowym Jorku i zwiedzał Manhattan. Trwała tam właśnie budowa World Trade Center, dwa wieżowce miały być najwyższymi budynkami na świecie. Tytuł ten zachowały przez dwa lata, gdy w 1974r. zdetronizował je maszt nadajnika pierwszego programu Polskiego Radia w Konstantynowie.
Który również upadł.
Dlaczego ją teraz wspominam? Z racji na tekst. Niestety przez tyle lat nie mogłem go zrozumieć - nie mówię po francusku.
Oto najczarniejsza historia w pamięci Amerykanów od czasów sporu Kaina z Ablem.
Pewnego dnia dwa wieżowce z nudy rozpoczęły wojnę. Grały ją tak dobrze, że zapomniały o tym, by się śmiać. Grały ją tak dobrze, że nie było widać, że jeden z nich ma czarną skórę. Żółtoskórego wykluczono, bo byłby zbyt dobry.
Zaciekłość sprawiła, że między nimi była tylko otchłań.
Była i śmierć, i chwała. Były i siła, i wiktoria. Było zwycięstwo i demencja. Pokonaliśmy niebo.
Z nosem w niebie, radowały się z sukcesów, a niebo cierpliwie ignorowało zniewagi.
Przyszedł czas, gdy prawda zwyciężyła. Na wieżowce spadł deszcz gwiazd. Wieżowce pijane whisky, pijane aż zapomniały o wszystkim, piły do upadku. Upadły, drapiąc ziemię. Pluły krwią, trucizną, zębami, złotem i srebrem. Krwią żywych i zmarłych.
Widziały barwy zwycięstwa, słońce nicości, a potem już tylko wielką, ziejącą dziurę...
To nie jest piosenka na temat 11 września 2001r. Powstała latem 1968r. gdy Salvatore Adamo był w Nowym Jorku i zwiedzał Manhattan. Trwała tam właśnie budowa World Trade Center, dwa wieżowce miały być najwyższymi budynkami na świecie. Tytuł ten zachowały przez dwa lata, gdy w 1974r. zdetronizował je maszt nadajnika pierwszego programu Polskiego Radia w Konstantynowie.
Który również upadł.
wtorek, 14 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Wspomnienia
Od kilku dni szukam czegoś bardzo szczególnego. Dwanaście lat temu bawiłem się na weselu mojej dawnej znajomej i na kasecie wideo znalazł się pewien krótki fragment. Jest mi teraz niezbędnie potrzebny do remake klipu wideo do mojego ulubionego utworu (Fontanna Radości - M.Biliński). Pozostałe materiały są już gotowe. Są tam fontanny spod hotelu Bellagio w Las Vegas, nagrania z Chicago, Wiednia, Londynu i Wrocławia. Brakuje tylko tego jednego klipu. W 2003r. zgrałem go do komputera, pamiętam jak się ten plik nazywał (my.mpg, kopia jako my2.divx) i gdzie się znajdował (C:\MPEGAV\). Rzecz w tym, że mam bardzo niewiele kopii zapasowych z tego okresu. Niestety nie mogę odtworzyć taśmy, bo padł mi napęd taśmowy DLT.
Wszystko wskazuje na to, że jedyna osiągalna dla mnie kopia znajduje się na kasecie VHS. Kopia nagrana dla pary młodej tego wesela...
Muzykę w identycznej aranżacji, jak ta, grana przez zespół muzyczny na tym weselu, mam do dziś jako dzwonek w telefonie.
Ci, którzy mają dostęp do starego bloga i dobrą pamięć, wiedzą o wiele więcej...
Wszystko wskazuje na to, że jedyna osiągalna dla mnie kopia znajduje się na kasecie VHS. Kopia nagrana dla pary młodej tego wesela...
Muzykę w identycznej aranżacji, jak ta, grana przez zespół muzyczny na tym weselu, mam do dziś jako dzwonek w telefonie.
Ci, którzy mają dostęp do starego bloga i dobrą pamięć, wiedzą o wiele więcej...
wtorek, 3 grudnia 2013
Coś z przeszłości
Za górami, za lasami... w Bułgarii w Słonecznym Brzegu odbywał się festiwal Złoty Orfeusz. W 1972r. jedną z nagród zdobyła Zdzisława Sośnicka. Podczas tego festiwalu o wiele ciekawszy był jednak recital Salvatore Adamo. Z tego recitalu powstała płyta, która towarzyszyła mi od wczesnego dzieciństwa. Nigdy jednak nie spodziewałem się, że będę mógł obejrzeć ten koncert na wideo. Nie miałem szans zobaczyć go na żywo, chociaż wiem, że festiwal mógł być transmitowany w polskiej telewizji.
Życie jest przewrotne - komuś udało się wyciągnąć z przepastnych archiwów nagranie i... oto ono jest. Nagranie za pomocą telekina, bo magnetowidów w krajach bloku wschodniego na początku lat siedemdziesiątych prawie w ogóle nie było. Pierwszym polskim filmem zrealizowanym przy pomocy magnetowidu, bez pośrednictwa taśmy filmowej był "5 dni z życia emeryta", nakręcony w 1984r.
Po kilku godzinach pracy w kdenlive podłożyłem dźwięk z czarnej płyty (do dziś ma świetną jakość), pracowicie ustawiając "kłapy" do muzyki, ale ze względu na politykę Google i Youtube nie zamierzam tego publikować.
Płytę DVD dostanie moja mama, która ucieszyła się z tego tak samo, jak ja.
Jest to najlepsze wykonanie utworów Salvatore Adamo, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Dyrygent i aranżer - Dragomir Draganow (Драгомир Драганов), scenariusz Dymitr Stojanowicz (Димитр Стоянович), reżyser dźwięku Płamien Kacarski (Пламен Кацарски). Skąd wiem? Bo w ostatnim odcinku wystawionym na tubkę są napisy końcowe po bułgarsku.
Życie jest przewrotne - komuś udało się wyciągnąć z przepastnych archiwów nagranie i... oto ono jest. Nagranie za pomocą telekina, bo magnetowidów w krajach bloku wschodniego na początku lat siedemdziesiątych prawie w ogóle nie było. Pierwszym polskim filmem zrealizowanym przy pomocy magnetowidu, bez pośrednictwa taśmy filmowej był "5 dni z życia emeryta", nakręcony w 1984r.
Po kilku godzinach pracy w kdenlive podłożyłem dźwięk z czarnej płyty (do dziś ma świetną jakość), pracowicie ustawiając "kłapy" do muzyki, ale ze względu na politykę Google i Youtube nie zamierzam tego publikować.
Płytę DVD dostanie moja mama, która ucieszyła się z tego tak samo, jak ja.
Jest to najlepsze wykonanie utworów Salvatore Adamo, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Dyrygent i aranżer - Dragomir Draganow (Драгомир Драганов), scenariusz Dymitr Stojanowicz (Димитр Стоянович), reżyser dźwięku Płamien Kacarski (Пламен Кацарски). Skąd wiem? Bo w ostatnim odcinku wystawionym na tubkę są napisy końcowe po bułgarsku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)